NUMER 29/2007 Prenumerata!
papierowa | SMS | kartą kredytową

Rydzyk z cudzego talerza

Polską wstrząsa sensacja sprzed czterech lat.

Telewizje ogłosiły uroczyście o sensacyjnym odkryciu „Gazety Wyborczej”: Radio Maryja inwestowało kasę ze zbiórki na ratowanie Stoczni Gdańskiej w spółki giełdowe. Tygodnik „NIE” te same giełdowe operacje ojca Tadeusza Rydzyka opisał pod koniec roku 2002.

O brzasku dziennikarz śledczy czai się za klasztornym murem. Wreszcie ojciec Jan Król, kasjer Rydzyjka, wychodzi ukradkiem z klauzury. Niesie reklamówki, w których szeleszczą
pieniądze i świadectwa udziałowe przekazane przez nosicielki moherowych beretów. Mnich pędzi wypasioną limuzyną, dziennikarz za nim. Czy ksiądz wyskoczył do kasyna, a może na partię pokerka? Maybach zakonu żebraczego zatrzymuje się przed biurem maklerskim. A więc ojciec Król będzie się hazardował na giełdzie. Jeszcze kilka kroków tym tropem i żmudne śledztwo dziennikarskie wieńczy czołówka w „Gazecie Wyborczej”.

Tak oto studentki i studenci dziennikarstwa wyobrażają sobie dziennikarstwo śledcze. W rzeczywistości dziennikarz śledczy przychodzi do redakcji, rozsiada się w skórzanym fotelu, strzela sobie kawę ze śmietanką, jeśli wola, i odpala komputer. Kwadrans lub dwa (jeśli jest szczególnie pilny) studiuje archiwalne numery innych gazet lub czasopism. Z tego, co przeczytał i zrozumiał (lub nie zrozumiał), w kolejny kwadrans płodzi aferalny artykuł, który ląduje na pierwszej stronie gazety.

Zakup akcji ESPEBEPE przez związanych z Radiem Maryja i prowincją zakonu redemptorystów ojca Jana Króla (25,43 proc.), Aleksandra Rostockiego (9,28 proc.) i Lidię
Kochanowicz-Mańk (5,6 proc.) opisaliśmy w szczegółach w roku 2002. Zarzuciliśmy wówczas redemptorystom i Radiu Maryja, że orżnęli skarb państwa, że sprzeniewierzyli środki pochodzące ze zbiórki społecznej i spółkowali z podejrzanym towarzystwem. Powiadomiliśmy o tym odpowiednie organy, w tym prokuraturę. Uznaliśmy, że po raz pierwszy udało się złapać Radio Maryja na oczywistym przestępstwie. Rządząca wówczas lewica nasz donos kompletnie zignorowała. Tak samo zachowały się organa ścigania. Prokuratura umorzyła śledztwo wobec niestwierdzenia osoby poszkodowanej (sic!).

Mechanizm był następujący: Dysponujące szmalem Radia Maryja trzy wcześniej wymienione osoby kupowały akcje szczecińskiego holdingu budowlanego ESPEBEPE S.A. Gdy zabrakło środków pochodzących prawdopodobnie ze zbiórki na ratowanie Stoczni Gdańskiej, sięgnięto po kredyt. Polski Kredyt Bank (PKB) pożyczył na ten cel 4,4 mln zł. Dzięki przejęciu pakietu kontrolnego ludzie Rydzyka obsadzili władze szczecińskiej spółki. Inwestycja okazała się jednak niewypałem, ESPEBEPE utraciło płynność finansową i najpierw zaczęło dołować na giełdzie (akcje kupione przez radiomaryjnych za 9 zł spadły do 10 gr), by na koniec zbankrutować. Dług wobec Polskiego Kredyt Banku wykupiła za 1,86 mln zł kolejowa spółka Polkombi, by tego samego dnia odsprzedać wierzytelność Radiu Maryja za równe 2 mln zł.

To wszystko można było przeczytać trzy i pół roku temu w „NIE” i w zeszłym tygodniu w „Gazecie Wyborczej”. Z tą różnicą, że dziennikarze „Wyborczej” opisali sprawę po łebkach, nie dokumentując niczego („NIE” np. zamieściło kopie przelewów bankowych z konta Radia Maryja na konto Polkombi i z konta Polkombi na konto PKB) i nie precyzując, w którym miejscu Rydzyjko złamało prawo. I oczywiście nie wspominając ani słowem, że sprawę znacznie wcześniej opisał tygodnik „NIE”.

W ostatnich tygodniach mamy wprost wysyp sensacyjnych publikacji o nowo odkrytych aferach zaczerpniętych ze starych numerów „NIE”. Najbardziej spektakularne przykłady pasożytowania na naszej pracy:

Tygodnik „NIE” kilka razy opisywał kulisy dymisji wiceministra obrony narodowej Romualda Szeremietiewa (pierwszy i najważniejszy artykuł „Głupota »NIE« i desant lotniczy” zamieściliśmy w numerze 27 z 2004 r.). Mówiliśmy o prowokacji służb specjalnych, które wykończyły konstytucyjnego ministra. Po blisko dwóch latach temat podjęła „Polityka” (nr 12/2006), jako własne sensacyjne odkrycie.

Dziennik „Fakt” 24 marca 2006 r., w pięć dni po ukazaniu się w „NIE” artykułu na ten sam temat, odkrył że Teresa Michniewicz spod Augustowa oskarża weterynarza o rzucenie uroku na krowę Zuzankę, która w wyniku czarów zdechła.

Przykład innego rodzaju zapożyczeń. 1 stycznia tego roku obśmiewaliśmy w „NIE” poselską modę („Łachy w łachach”, „NIE” nr 1/2006). 26 lutego „Wprost” zamieścił publikację nie tylko opartą na tym samym pomyśle, nie tylko opisującą te same postaci, ale wręcz powtarzającą nasze sformułowania, a nawet dosłownie zdania.

 

Autor : Andrzej Rozenek

powrót na poprzedniš stronę wyœlij do znajomego wersja do druku


tydzień z głowy | HołdPress | haj - lajf | wieści z kruchty | oto słowo czarne | wieści gminne i inne |
listonosz doniósł | Trybuna ludzi | Piewcy czasów zarazy | po święconej ziemi | telewizornia | Jęki na dŸwięki | spis artykułów


Najlepiej oglądać pod Microsoft Internet Explorer 6 / Netscape 8 / Opera 9
Wszelkie prawa zastrzeżone.