Początek arrow Publicystyka arrow Szanujmy przyjaciół i walczmy z wrogami

Menu

Początek
USOPAŁ
Polonia na świecie
Wieści z Ojczyzny
Kultura polska
Polski biznes
Reklama
Forum dyskusyjne
Linki
Kontakt
Szukaj
Zaproponuj linka
Lista dyskusyjna
Jerzy Skoryna - Meksyk
Publicystyka

Polecamy

Ojczyzna.pl
Aborcja dla odważnych
Prawy - sklep
Prawy - portal
Myśl
Wirtualna Polonia
Myśl Polska
Legionowo - tygodnik
Vilca Cora
Goniec - Toronto
Peru catolico
Chile Christiano
Colombia-autenitica
Brasil Catolica
Uruguay Christiano
Familia argentina
Mentiras marxistas
Contra Castro
Liga aniticomunista
Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej
KPRM w Melbourne
Iwo Cyprian Pogonowski
Genealogia Polska
Stowarzyszenie Obrony i Rozwoju Polski
NOWE ŻYCIE RZESZÓW
Apel do Polaków
Boże Miłosierdzie
Obóz Wielkiej Polski

Logowanie

Nazwisko

hasło

Zapamiętaj mnie
Zapomniałeś hasło
Nie masz konta? Załóż je sobie

Ankiety

Rząd w Warszawie a sprawy Polonii
  
Rola organizacji zakładanych przez ambasady RP
  
Szanujmy przyjaciół i walczmy z wrogami PDF Drukuj E-mail
Napisał Rozmawiał Andrzej Kumor   
Tuesday, 09 October 2007

Goniec

Andrzej Kumor rozmawia z Jerzym Robertem Nowakiem (ur. 8 września 1940 w Terespolu) - polskim historykiem, publicystą, doktorem habilitowanym nauk politycznych, specjalizującym się w problematyce węgierskiej, wykładowcą historii w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu oraz w Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie, autorem ponad 40 książek i około 1400 publikacji prasowych (w tym około 900 artykułów), honorowym obywatelem miasta Jedwabne, publicystą i felietonistą Telewizji Trwam, Radia Maryja i "Naszego Dziennika", twórcą audycji "Minął miesiąc" emitowanej raz w miesiącu na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam.

- Panie profesorze, tygodnik "Wprost" zarzucił Panu, że był Pan kontaktem operacyjnym.
- Atak miał potrójne cele. Po pierwsze, osobiste. Zemstę, ponieważ w ostatnim półtora miesiącu napisałem w odpowiedzi na oszczerstwa "Wprost" wymierzone w Radio Maryja i o. Rydzyka aż sześć obszernych artykułów, każdy mniej więcej po dwie kolumny, do "Naszego Dziennika". Trzy "?Wprost= w walce z Kościołem", trzy "?Wprost= w walce z narodem".
Przy tym bardzo ostro osobiście zaatakowałem postać naczelnego, Stanisława Janeckiego, przypominając, że był to już w latach 90. czołowy katolikożerca i polakożerca we "Wprost". Na przykład podawałem m.in. jego rozliczne artykuły o Kościele. Napisał też "Czarne owce" o Polakach; jak to Polaków "nikt na świecie nie lubi". A najgorszy jego tekst był napisany wspólnie ze skandalistą Sławomirem Jerzym Macem w 2001 r., "Przepraszamy i prosimy o przebaczenie", o stosunkach polsko-żydowskich, gdzie piętnował Polaków za rzekome zbrodnie, za które powinniśmy kornie się kajać.
Janecki, zostawszy naczelnym "Wprost", dzięki łasce Marka Króla, byłego sekretarza KC PZPR, byłego naczelnego "Wprost" przez wiele lat, powoli zaczął się przypochlebiać PiS-owi, ale najpierw przypochlebiał się komunistom. Jeszcze w 2004 roku napisał we "Wprost" artykuł "Miller na prezydenta", co było cyrkiem.
Zatem naraziłem się osobiście. Druga rzecz, ponieważ tak często występuję w "Radiu Maryja" i mam wyjątkowo długie te audycje raz w miesiącu, programowe, sześciogodzinne, "Minął miesiąc", to atak jest na Radio Maryja.
I trzeci cel, też bardzo ważny - ośmieszyć i skompromitować lustrację, doprowadzić ją do absurdu, tak jak "Wprost" próbowało wcześniej zrobić, szkalując Herberta.
- Na zasadzie, że wszyscy współpracowali?
- Że wszyscy są umoczeni. Pamięta pan, jaka wybuchła burza. Wtedy popełnili fatalny błąd i musieli odszczekiwać.
Teraz, jeżeli chodzi o "kontakt operacyjny", zastępca redaktora naczelnego przyznaje, że nie ma żadnego mojego podpisu, ale twierdzi, że jestem rejestrowany jako KO, ale co najlepsze, twierdzi tam, najpierw, że zgłosiłem się sam, potem, że mnie wezwano i że powierzono mi obserwowanie i informowanie o zmianach kadrowych w MSZ.
Byłem wtedy, w 70 roku pracownikiem naukowym, który pisał doktorat 580-stronicowy; przez dwa lata które on tam jeszcze sugeruje, napisałem jeszcze książkę o Hiszpanii, książkę o Węgrzech 200 stron - razem podliczyłem 1158 stron. Po co zwracać się do naukowca o śledzenie tego, co jest w MSZ-ecie, kiedy mieli setki agentów w Ministerstwie Spraw Zagranicznych?
Tam są piękne bzdury - m.in. jakiś meldunek, jakiś donos, że Nowak ma dwa samochody - ja dotąd nie mam prawa jazdy. Żałuję, ale nie mam zamiaru mieć, bo jestem zbyt roztargniony.
- Pan powiedział, że w przypadku Herberta musieli odszczekać. Czy w pana przypadku też będą musieli?
- Tak, podaję ich do sądu i zagroziłem też, że będę podawał do sądu każdego, kto powtórzy te kłamstwa bez próby skontaktowania się i porozmawiania. Absolutnie tego nie chciałem; przez lata rzucano na mnie bardzo różne oszczerstwa antysemityzm i inne - nie chciałam wdawać się w sądy, bo niestety, Bender 11 lat procesował się z Urbanem, ks. prałat Peszkowski przez 8 lat walczył, zanim skazano "Trybunę" za oczernianie Ojca św.
Sądy u nas są takie, jakie są, każdy widzi, ale są pewne granice. Żałuję tylko, że w Polsce nie ma tego, co na Zachodzie - wysokich odszkodowań za oczernienie, i druga rzecz, że sądy są zbyt powolne.
Mam nadzieję, że mój ulubiony minister - Ziobro - to zmieni, byle pozostał.
- To, o czym pan mówi, dotyka problemu mediów w Polsce. Jak pan ocenia rynek medialny?
- Jak najgorzej, chociaż w ostatnich kilku latach trochę się zmienia.
- Czy to media publiczne się zmieniają?
- Nie, nie. Problem jest w tym, że przeważająca część mediów zdominowana jest przez ludzi reprezentujących swoistą lewacko-liberalną poprawność polityczną; że są to w większości media zdominowane przez ateistów.
To, co było kiedyś w 88 roku w katolickim "Ładzie", okazało się, że w Polsce, kraju w ogromnej mierze katolickim, większość dziennikarzy jest ateistami.
Niedawno wydałem książkę "Media w walce z Kościołem. Biała księga" - 250 stron, i tam przedstawiam ten obraz, cytując niesamowity wprost zalew ofensywy ateizacyjnej. Ona wyraźnie nastąpiła u nas od śmierci Jana Pawła II. Uznano, że to jest okazja. Wszystkie popularne tygodniki - " Wprost" jest szczególnie antykościelny, "Newsweek", postkomunistyczna "Polityka", postkomunistyczny "Przegląd", reprezentują tę sączoną propagandę ateistyczną połączoną często z antynarodową. "Przekrój" - od trzech ostatnich redaktorów - najpierw Najsztub prowadził je agresywnie przeciw Kościołowi i narodowi. Teraz jest bardzo mocno przeciw PiS-owi.
Potem był Mariusz Ziomecki, człowiek, który w 1981 roku nazwał pieśń Pietrzaka "Aby Polska była Polską" pieśnią nacjonalistyczną, i trzeci, obecny, Piotr Kowalczyk, o którym jego redakcyjny kolega powiedział: "z zawodu polonista, z przekonania ateista".
Pyta pan o telewizję publiczną. Nie zmienia się. Wildstein próbował coś zrobić, jeśli chodzi o dekomunizację, ale nie jeśli chodzi o Kościół i naród, Urbański nic nie robi, to jest raczej cofnięcie, bo liczy, że jak przyjdą inne czasy, to "on był dobry i dla PO".
- Jak to jest? Naród jest katolicki, a jego elita, bo w końcu ci ludzie, którzy wpływają na kształt opinii publicznej, to jest elita tego narodu.
- No, to są raczej łżeelity, lumpenelity, jak mawiała profesor Pawełczyńska, znakomita polska socjolog, aktorka książki "Głowy hydry". Ona powiedziała, że w Polsce ciągle dominujący wpływ mają lumpenelity, to znaczy ludzie, którzy nie szanują religii, patriotyzmu, żadnej wartości, poza wartością pieniądza.
Z tym, że następują pewne zmiany. Widać to po "Rzeczpospolitej", że jednak przyszedł naczelny Lisicki, przedtem "Rzeczpospolita" wyglądała podobnie do "Gazety Wyborczej". Tam była wielka fala hurra-pochwał Grossa itp. A teraz jest to inna gazeta.
- A "Dziennik"?
- "Der Dziennik" rywalizuje z "Wyborczą". To dobrze, że jest to poszerzenie mapy, choć nie podoba mi się wiele rzeczy w "Der Dzienniku", tym niemniej, jest to wzbogacenie tej mapy.
Ostrzegam natomiast przed "Newsweekiem". W rękach niemieckiego Springera jest skrajnie antykościelny i antynarodowy.
- I na tej mapie medialnej jest jeszcze oczywiście Radio Maryja...
- Telewizja Trwam, Radio Maryja i "Nasz Dziennik" pozostają swego rodzaju bastionami polskości i Kościoła. Poza tym, są to bastiony krytyki fatalnej chorej polskiej transformacji - kapitalizmu bezpieczniackiego i politycznego.
- Jeśli "bastion", to wyobrażamy sobie coś, co trwało - starą oblężoną twierdzę, przecież to się raczej buduje.
- To się raczej rozszerza. Ja się cieszę, że doszły takie osoby, jak Michalkiewicz, świetny publicysta, znakomity wręcz. W obronie Radia Maryja wystąpił profesor Zdzisław Krasnodębski, znów znakomity autor, Andrzej Nowak, naczelny "Arcanów" - tak że to się wyraźnie poszerza.
Poza tym, to co Radio Maryja głosiło przez ostatnie lata, pojawiało się potem w wypowiedziach polityków PiS-u. Na przykład, kiedy Kaczyński mówił o "łżeelitach" albo stwierdzał, że im słabsza "Gazeta Wyborcza", tym lepiej dla Polski, albo o KPP-owskim rodowodzie "Gazety Wyborczej", to było to samo, co myśmy głosili w Radiu Maryja.
- Czy nie jest to tak, że Radio Maryja odbudowuje dzisiaj polską elitę? Tę elitę, która została wymordowana, zdemoralizowana lub wyrzucona po II wojnie światowej.
- O, dobrze, że pan powiedział, wymordowana przez Niemców i Sowietów, przetrzebiona po wojnie, a potem jeszcze raz przetrzebiona - to bardzo warto przypominać - te 800 tys. osób, które opuściły Polskę w latach jaruzelszczyzny, często pod przymusem, presjami.
Ogromna część działaczy "Solidarności" ze Śląska została "obcięta". To jest ogromny upływ krwi. To zresztą bardzo często niektóre osoby mówią. Biskup Frankowski, mój ulubiony hierarcha, bliski Radiu Maryja, wielokrotnie mówił o tej stracie.
I my tej elity nie możemy tak łatwo odtworzyć. Natomiast staramy się i teraz będę kierował od października nowo powstającym instytutem, który będzie służył też obronie prawdy o Polsce, będzie wychowywał młodzież, a w programach... Mój "Minął miesiąc" - comiesięczny program, ma na celu właśnie to maksymalne poszerzanie edukacji, właśnie przez fakty, fakty przedstawiane w oparciu o różne czasopisma i prasę. Moim celem jest to, aby słuchacze i słuchaczki Radia Maryja byli najlepiej poinformowaną grupą w Polsce.
- Czy nie jest czasem tak, że ta główna linia frontu walki o Polskę przebiega między spadkobiercami łżeelit...
- Czerwonych dynastii - taki był tytuł mojej książki.
- i w ten sposób należy patrzeć na rozwój sytuacji w Polsce, że jest to być może silniejszy podział od deklarowanych lojalności ideologicznych czy doktryn ekonomicznych?
- Jest to główny podział. Przypomnę, że prof. Staniszkis oceniła w oparciu o badania socjologiczne, że aż 90 proc. polskich elit wywodzi się z PRL-u; albo uczestniczyło wtedy w elitach, albo ich synowie i dzieci, krewni, pociotkowie. Jest to straszny bilans.
Płacimy dzisiaj za to, że nie zrobiliśmy ani dekomunizacji, ani lustracji na wzór Czech czy Niemiec - byłego NRD. Na przykład, w Niemczech - w Czechach też - większość sędziów poszła na grzyby, przyspieszona emerytura. A u nas były takie złudzenia. Prezes Sądu Najwyższego, "solidarnościowy", Adam Strzembosz, który powiedział "nie trzeba robić weryfikacji, sędziowie sami się zweryfikują". Ani jeden tego nie zrobił.
W NRD bardzo szybko zweryfikowano naukowców. Przeważająca większość kłamliwych historyków została posłana na emeryturę, a u nas?
- NRD miało to szczęście, że było inkorporowane przez instytucje normalnego państwa niemieckiego.
- Była to inna sytuacja. Ale Czechy prawie zupełnie nie miały opozycji. Miały dużo słabszą opozycję, ale może za to nie tak infiltrowaną. No, miały bardzo głupią partię, do tego stopnia, że jeszcze w listopadzie pałowano. Oni skorzystali na tym, że nie mieli żadnych takich Rakowskich i innych cwaniaków, bo u nich usunięto z partii 600 tys. członków w ramach czystki po 68 roku i został tylko beton i nie przygotowali się na transformację - w Polsce i na Węgrzech przygotowano się aż za sprytnie i te elity przetrwały.
- Czy praktycznie siłą sprawczą owej transformacji nie byli ci ówcześni "liberałowie-komuniści", którzy po prostu chcieli sobie wziąć gospodarkę?
- Oczywiście, tylko jeszcze dodajmy - co jest tu bardzo ważne, że tacy liberałowie, jak Rakowski właśnie, który co prawda jeszcze w 1989 roku występował przeciwko "socjaldemokratyzacji partii" - że byli to liberałowie antynarodowi. To bardzo ważne, liberałowie kosmopolityczni, którzy zawsze byli przeciwni patriotyzmowi, interesom narodowym i chętnie w razie potrzeby służą obcym, wyskakując z donosami na Polskę.
Rakowski występował już tak w 1989 roku, a na przykład sławetny Leszek Miller już w 1989 roku popisał się wywiadem dla francuskiego lewicowego "Liberation", w którym twierdził, że Polska jest tylko "dużą myszą", tak że nie należy przesadzać z jej znaczeniem.
- "Wprost" oskarżyło pana, że był pan przeciwnikiem lustracji...
- Przepraszam, ale to jest wielka bzdura! Tylekroć od 1989 roku występowałem za rozliczeniem. Tu jest mój tekst "O program dla odważnych Polaków", w którym pisałem "otworzyć wszystkie archiwa". Krytykowałem nawet tę ustawę lustracyjną, którą prezydent Kaczyński wprowadził pod wpływem Borusewicza i Romaszewskiego, że tam było ograniczenie dostępu.
- Czy to można inaczej zrobić, niż tylko dając pełen dostęp?
- Nie, tylko tak jak w NRD pastor Gauck, to jest wzorcowa lustracja, która objęła kilka milionów ludzi
- Czyli nie mówmy o "lustracji", tylko o otwarciu archiwów?
- Tak, pełne otwarcie archiwów, ale i dekomunizacja. Występowałem za tym, przygotowałem list otwarty...
- Pełne otwarcie dla wszystkich obywateli?
- Dla każdego, a nie dla wybranych grup. Przede wszystkim zaś pozbawienie uprzywilejowanych wysokich emerytur nie tylko oficerów bezpieki splamionych zbrodnią, ale także sędziów i prokuratorów. U nas jest taki przypadek sędziego, który dostaje 9500 złotych emerytury, a ma dziesiątki wyroków śmierci na koncie w sfingowanych procesach, a nieraz jego ofiary, które przeżyły, dostają 900 zł. Morel do Izraela dostawał 5000 złotych emerytury.
- Broni pan polskiego interesu narodowego przed współczesną propagandą żydowską...
- Ale chętnie powołuję się przy tym na uczciwych naukowców żydowskich, jak prof. Norman Finkelstein, który jest jedną z moich ulubionych postaci, za ten "Holocaust Industry", za to występowanie w obronie Polski przeciw Grossowi, którego ogromnie ostro ocenił.
- Czy w pana żyłach też płynie żydowska krew?
- No skądże! A kto tak twierdzi? Bubel?! Tu nie o to chodzi, bo w każdym narodzie są ludzie dobrzy i źli. Ja jestem dumny z tego, że jestem Polakiem.
- Czy narodowość to pochodzenie, krew, czy to kultura?
- Nie tylko, ja bardzo chętnie witam, cieszę się, że tylu ludzi udało nam się spolonizować, przede wszystkim Niemców.
Jakoś Niemcy się doskonale polonizowali, nawet synowie germanizatorów w Galicji. Z Rosjanami było gorzej, to chyba ich prawosławie tak chroniło przed siłą uroku polskości. Natomiast jak spojrzymy na tych wszystkich: Linde, Brueckner, Kolbe, czy chociażby Anczyc, mało kto wie, że to jest Anschitz, Asnyk etc.
Kiedyś w Wiedniu w polemice z jakimś Niemcem broniącym volksdeutschów powiedziałem: "o nie, to nie volksdeutsche byli tym rzekomym pomostem kulturowym, oni niszczyli Polskę, ale powiedziałem, że w 1939 roku Polski bronili i to dzielnie: generał Kleeberg, generał Rómmel, admirał Unrug.
W XIX wieku Polski nie było na mapach, a ta Polska, którą taki Karski, pod koniec życia renegat, nazwał "wrzodem Europy", wspaniale polonizowała i jakże wielu cudzoziemców przyciągała swym urokiem - romantyzmu, buntowniczości.
Ja kocham w Polsce właśnie ten patriotyzm wolnościowy, buntowniczy.
- Polska polonizowała także Żydów.
- Właśnie wydałem jedną książkę pt. "Przemilczani obrońcy polskości", teraz piszę obszerniejszą na 200 stron, to będzie właśnie o tych patriotach polskich pochodzenia żydowskiego, typu Aszkenazy, Feldman, Hemar - mój ulubiony, Grydzewski... Przecież Grydzewski w "Wiadomościach" londyńskich był bardziej antykomunistyczny i patriotyczny niż Giedroyć. Giedroyć szedł na różne układy i ustępstwa. Ale ile tam będzie zapomnianych osób...
Czytam w siedmiu językach i to jest moim plusem do wykorzystania materiałów. W tej książeczce jednym z moich bohaterów będzie Leon Holenderski, o którym prawie nikt nie pamięta, a jego książka "Les Israelites au Pologne", wydana w Paryżu w 1946 roku, to jest prawdziwy pean na cześć Polski, która udzieliła schronienia Żydom, w której Żydzi mieli tysiąc razy lepiej niż we Francji, Anglii czy w innych krajach. I na końcu doradza on swoim żydowskim rodakom: "Dlaczego się nie polonizujecie, dlaczego nie wiążecie się z tradycją historią i kulturą Polaków, bierzcie przykład z Tatarów, Ormian, jak przystosować się, jak pokochać kraj, który wam dał schronienie?".
- To dlaczego tak wiele środowisk żydowskich dorabia Polsce gębę?
- Myślę, że wpływa na to przede wszystkim to, o czym pisali m.in. profesor Wolniewicz i Musiał, że jest to skutek wykupienia się Niemców, zapłacenia olbrzymich odszkodowań - na ok. 100 mld dol. W tej sytuacji nagle zniknęły niemieckie obozy koncentracyjne, zbrodnie niemieckie, zaczęto mówić o "nazistach", a potem "polskich nazistach", myślę, że część środowisk żydowskich - no, tak jak Singer, który sam się okazał złodziejem, Izaak Singer, defraudant Światowego Kongresu Żydów, głosił, że będziemy upokarzać Polskę - postanowiła, że trudno byłoby wyciągać pieniądze od Polski, jako narodu-ofiary, to trzeba przedstawić nas jako naród katów. Kontynuuje to, jako główny spec w tej dziedzinie, p. Gross.
Notabene byłem oburzony, kiedy zobaczyłem, że tak katolikożerczą i polakożerczą książkę, jak "Strach" Grossa, pochwalił bardzo mocno profesor z Polski, Piotr Wróbel, nauczający na Uniwersytecie w Toronto, mówiąc, że "chciałby móc pisać tak jak Gross".
Jest to po prostu jeden wielki skandal; książka, która szkalowała m.in. jednego z największych Polaków, kard. Adama Sapiehę, jako antysemitę. Sapiehę, który był głównym organizatorem potajemnej pomocy dla Żydów na terenie Małopolski, udzielania fałszywych świadectw chrztu itd. No to się po prostu w głowie nie mieści.
- Czy to są książki pisane na zamówienie?
- Tak! Tu znów odwołuję się do Finkelsteina. On nazwał Grossa czołowym narzędziem "przedsiębiorstwa Holokaust".
Przez lata PRL-u nic nie robiono dla obrony dobrego imienia Polski, nie współdziałano z emigracją. Emigracja patriotyczna była zwalczana, a bierność konsulatów i ambasad polskich utrzymała się także po 1989 roku.
Ci ludzie, ze szkoły Geremka, Rossatiego, Cimoszewicza nie są dobrymi reprezentantami Polski, dlatego jestem za gruntownym oczyszczeniem stajni Augiasza, jaką jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych Polski.
- Czy po wyborach nowy rząd będzie w stanie coś takiego przeprowadzić?
- Mam nadzieję na zwycięstwo PiS-u. Pomimo takiej nagonki medialnej na PiS - przeważająca część mediów jest anty-PiS-owska, to jednak okazuje się, że pomimo tylu kłamstw PiS jest wysoko w sondażach, a nawet w niektórych zwycięża Platformę.
Mam nadzieję, że jeszcze ogłoszone zostaną też dodatkowe informacje o różnych aferach starego układu, co też pomoże w uświadomieniu społeczeństwa.
Dla mnie pewnym symbolem jest przyjęcie Nelly Rokity. PiS miał zbyt wielkie złudzenia co do wielu osób, natomiast to odejście Rokity od polityki u Tuska, to że Nelly Rokita poszła współdziałać z prezydentem Kaczyńskim i tak jednoznacznie i krytycznie mówi o dworze Tuska. Dlaczego? Bo Nelly Rokita była od początku przeciwko tym salonom, była za "moherowymi beretami". Sama w momencie ataku Tuska na moherowe berety nałożyła taki beret, mając dość takiego lekceważenia uboższych w Polsce.
- Część środowisk żydowskich patrzy na Polskę jak na europejską kotwicę Żydów, odskocznię w sytuacji, gdyby Izrael był bardzo zagrożony; Polska jest tym krajem, gdzie Żydzi mogliby wrócić, przyjechać, osiedlić się, odzyskując te ziemie - jak mówią niektórzy - w charakterze, w roli "szlachty"; tych którzy mają powiązania, kapitał...
- Panie redaktorze, to jest bardzo realna sprawa.
Po pierwsze, w Europie Zachodniej od kilku lat ogromnie narasta krytycyzm wobec Izraela za fatalną politykę antypalestyńską, która nic nie daje i jest samobójcza wręcz z punktu widzenia Izraela, natomiast w Polsce jest zupełnie odmienna sytuacja i dawno już cały szereg osób zwróciło na to uwagę. Były na przykład dość wymowne oświadczenia Dawida Warszawskiego, które tak wyglądały, jak to oni będą właśnie typem szlachty, który będzie decydował o rozkwicie Polski w roku 2050. Są dwa kraje, które część Żydów typuje na zastępczą ojczyznę - Polska i Węgry.
Węgry, gdzie oficjalnie mówi się o stu tysiącach Żydów, zresztą mieszkających głównie w Budapeszcie, gdzie mają ogromne wpływy. Mieli w trakcie komunizmu znacznie większe niż w Polsce i potem po stłumieniu powstania węgierskiego.
Chodzi o to, aby rzeczywiście były to takie zastępcze ojczyzny, bo nuż Izrael w rezultacie tego zagrożenia - Arabowie rosną w siłę i w ludność - przestanie istnieć jako państwo.
W tej sytuacji przygotowanie tych dwóch krajów właśnie jako zastępczych ojczyzn wydaje mi się bardzo realne. Jest to bardzo niebezpieczne.
Nie mam nic przeciwko współdziałaniu z Żydami dialogowymi, rozumiejącymi Polaków, doceniającymi... Znów - podkreślę - ogromnie ubolewam, że zmarła kilka lat temu wspaniała polska patriotka żydowskiego pochodzenia, "Jankiel w spódnicy", jak ją nazywałem, Dora Kacnelson. Niestety, nie z takimi osobami mamy do czynienia.
Z drugiej strony, jestem za tym, abyśmy w o wiele większym stopniu potrafili dogadać się w Polsce i nagłaśniać tych Żydów, którzy sprzeciwiają się takim perfidnym niegodnym atakom na Polskę.
Był taki profesor Izrael Szahak, niestety nie żyje, ale jest profesor Norman Finkelstein.
Tacy Żydzi z Izraela, jak Stanisław Aronson, były żołnierz Armii Krajowej w Powstaniu Warszawskim, który ostro wystąpił przeciwko kłamstwom Cichego o rzekomym mordowaniu Żydów w czasie Powstania Warszawskiego. Żyje w Izraelu. Jak Abraham Wageman, który występował przeciwko prowokacjom rabina Weissa wtedy w karmelu oświęcimskim, a później, kiedy Bartoszewski niegodnie milczał - ani me, ani be, ani kukuryku - w Knesecie, gdy atakowano Polaków, jako rzekomo współodpowiedzialnych za zbrodnie razem z Niemcami. Wageman napisał do "Rzeczpospolitej" piękny list, jak on się wstydzi za zachowanie tych posłów z Knesetu; pisał, jak wielka była rola Polski. Jest Samuel Dąbrowski z Duesseldorfu, który wielokrotnie występował w obronie Polaków.
Ci ludzie powinni dostać odznaczenia; ci ludzie powinni być uhonorowani.
A na przykład Norman Finkelstein - o to się wielokrotnie upominałem - powinien być zaproszony na otwartą połączoną sesję Sejmu i Senatu, żeby wygłosił to, co mówi o sprawach polskich i żydowskich przeciwko roszczeniowcom w stylu Singera, w ogóle powinien być dawno doktorem honoris causa na jakiejś wyższej uczelni Polski.
Szanujmy przyjaciół i walczmy z wrogami.
Chodzi o obie te rzeczy. Nie można się skupiać tylko na jednej, a u nas zbyt często nagłaśnia się i odznacza przeciwników Polski. Na przykład doktorem honoris causa na Uniwersytecie Warszawskim dziesięć lat temu mianowano Izraela Gutmana, który tylekroć szkalował Armię Krajową. To są te smutne rzeczy.
- Czym dla pana jest kontakt z Polakami rozrzuconymi po całym świecie, ludźmi, którzy w różnych okolicznościach i z różnych powodów opuścili Polskę i ułożyli sobie życie poza krajem?
- Opowiadam się bardzo mocno za docenieniem roli Polaków w świecie. Jest tu moja książeczka "Co Polska dała światu". Bardzo dobrze idzie, jest zalecana do szkół, dofinansowana przez Ministerstwo Oświaty. Przygotowuję kolejne wydanie, dużo szersze, na 300 stron. Zachęcam bardzo Polaków z Polonii kanadyjskiej - jeśli mogą, to na adres "Niedzieli" (42-200 Częstochowa, ul. 3 Maja 12. Tel. (0-34) 365-19-17 ), gdzie jestem stałym współpracownikiem od wielu lat, proszę o przysyłanie ewentualnych informacji o wybitnych Polakach.
Na przykład dopiero wczoraj dowiedziałem się o tak ciekawej postaci, jak Żurakowski, o którym nikt w Polsce nie wie. Te rzeczy trzeba przypominać.
Jestem za tym, aby był prawdziwy pomost między Polonią a krajem. Uważam za ogromny skandal to, co działo się w stosunku do Polonii po 1989 roku, traktowanie jej po macoszemu czy bardzo często z niechęcią. Dlaczego? Bo Polonia zarówno kanadyjska, amerykańska czy australijska jest bardziej patriotyczna, wierząca i antykomunistyczna niż Polacy w kraju, którym dużo namącono w głowach telewizją, "Wyborczą" itd. W Polsce był szczególny strach przed "zarazą" patriotyczną i antykomunistyczną z Polonii. I dlatego my mamy skandaliczne rzeczy w porównaniu do innych krajów Europy Środkowej, które potrafiły docenić swoje diaspory. My jesteśmy wręcz odosobnieni na tym tle w swoim stosunku do diaspory, a jeszcze dodam, że strasznie odbiło się to przy transformacji.
Byle złodziejaszek czy cwaniaczek z Zachodu był fetowany, a nie wykorzystaliśmy patriotycznych ludzi z Polonii - ekonomistów, bankowców, innych, którzy mogliby w dużym stopniu pomóc w tym, żeby te przemiany w Polsce były zdrowe, a nie patologiczne jak te, które nastąpiły.
- Ale może zbyt wielu ludziom w Polsce zależało właśnie na tym, aby przemiany były patologiczne?
- Nieraz jestem wzruszony, obserwując różne postaci Polonii, za granicą walczące o polskość.
Jednym z moich takich cichych bohaterów jest prof. Iwo Cyprian Pogonowski, który ma już 86 lat, który mimo choroby Heine-Medina od dziesiątków lat jest tak bardzo aktywny w obronie prawdy o Polsce na różnych forach.
Było to dobre, stare pokolenie i właśnie tu powinniśmy w dużo większym stopniu sięgnąć po te postacie z Polonii, a poza tym je uhonorować.
Marzy mi się też książka o wkładzie Polonii w różnych krajach w obronę polskości, obronę prawdy o Polsce.
Bardzo było mi miło, gdy wczoraj spotkałem się tutaj z p. Hanną Sokolską, która była współorganizatorką słynnego marszu pod "Toronto Star" kilku tysięcy Polaków protestujących przeciwko fałszom tej gazety, no i z mecenasem Ryszardem Tyndorfem, nieocenionym wprost znawcą tych trudnych spraw i obrońcą Polski. Pomógł mi tak wiele, jeśli chodzi o materiały.
Oby takie przypadki pomocy rozwijały się w jak największym stopniu.
Od października będę zakładał nowy instytut w wyższej szkole kultury społecznej i medialnej, chciałbym uruchomić w o wiele większym stopniu współpracę z Polonią, do której zresztą jest ogromnie życzliwie nastawiony też ojciec dyrektor Tadeusz Rydzyk z Radia Maryja.
Niejednokrotnie mamy wspaniałe odgłosy z Polonii kanadyjskiej, amerykańskiej, niemieckiej, szwedzkiej i to dowodzi, jak ci ludzie znakomicie wiedzą o tym, co dzieje się w Polsce, jak są zatroskani.
Musimy sobie nawzajem pomóc. W naszym interesie, Polaków, jest to, aby Polonia była jak najsilniejsza w różnych krajach, żeby się umacniała, żeby było bardzo silne polskie lobby i aby być Polakiem znaczyło być dumnym z kraju, który wydał tak wielu znakomitych ludzi i który miał historię dużo piękniejszą od innych.
Słynny poeta Jan Lechoń napisał kiedyś o Polsce: "Czyż są dzieje piękniejsze niż twoje". Ja się pod tym stwierdzeniem oburącz podpisuję.
- Dziękuję bardzo za rozmowę.
< Poprzedni   Następny >
Hosting - Hostpol    Wykonanie - Genealogia Polska